Majówka 2017 – Ukraińskie Karpaty – Wyprawa na Pikuj

Plan na majówkę mieliśmy dość prosty: trochę gór i odpoczynek we Lwowie. Pogoda jednak zatrzymała nas na trochę dłużej w Ukraińskich Bieszczadach… Jako cel obraliśmy sobie zdobycie góry Pikuj 1408 m. n. p. m. Szczyt jest położony na granicy obwodu lwowskiego i zakarpackiego (kilkanaście km na południowy-wschód od polski). Nie jest to wysoka góra, ale wybraliśmy trasę, która wynosi około 30 km. Problem stanowiło dostanie się na trasę, ponieważ musieliśmy dostać się do wsi Sianki.  Co okazało się nie takie proste i szybkie. Cała mapa Karpat dostępna jest tutaj.

 

Sianki

Sianki

Ukraińskie Karpaty - Trasa na Pikuj

Ukraińskie Karpaty – Trasa na Pikuj

Sianki - Pikuj - 30 km

Sianki – Pikuj – 30 km

Etap pierwszy – Poznań – Przemyśl

Z Poznania wyjechaliśmy po 22 w Przemyślu byliśmy rano. Następnie czekała nas przeprawa przez granicę. Busem dojechaliśmy do Medyki. Granice przeszliśmy pieszo. Wszystko szło dość sprawnie, było trochę ludzi, ale przepływ był szybki. Szybka kontrola paszportowa i byliśmy po drugiej stronie.

Poznań - Przemyśl

Poznań – Przemyśl

Etap drugi – Szegnie – Sambor

Po przejściu granicy złapaliśmy marszrutkę, która zabrała nas do Sambora. Folklor już był obecny wszędzie, mały busik, dużo ludzi, dziurawa droga. Dodatkowo my z wielkimi plecakami, no ale jakoś trzeba było sobie radzić. Około 13 byliśmy w Samborze. Posililiśmy się dużym obiadem za około 8zł + piwo. Ceny dla nas były piękne, ciepłe jedzenie po tak długim czasie tak samo :).

Przejście graniczne

Przejście graniczne

Przejście graniczne

Przejście graniczne

Trasa Szegnie - Sambor

Trasa Szegnie – Sambor

Etap trzeci – Sambor – Sianki

Ostatni etap dostania się do Sianek pokonaliśmy pociągiem z Samboru. To po prostu trzeba przeżyć. Zatrzymujący się pociąg na stacji w szczerym polu, lokalna gwara, metalowe krzesła i WC, w którym można było się udusić. Sam pociąg był duży i masywny w sumie jak wszystko co zostawili po sobie Rosjanie. W Siankach byliśmy około 22. Deszcz, błoto i kontrola dokumentów po wyjściu z pociągu. W końcu udało się nam dotrzeć. Całość trwała aż 24 godziny. Teraz spać. Udaliśmy się do lasu na skraju wioski. Rozbiliśmy namioty i udaliśmy się na zasłużony wypoczynek. Chociaż nie wiem czy można było to nazwać wypoczynkiem ze względu na niską temperaturę i deszcz. No, a przecież w majówkę jest ciepło…

Sambor - Sianki

Sambor – Sianki

Po pół przespanej nocy ruszyliśmy do sklepu po małe zapasy i na trasę. Chodzenie po górach na Ukrainie nie jest tak popularne jak u nas w Polsce. Szlak jest cały zarośnięty. Oznaczenia prowadzą każde w inną stronę, nie można na nich polegać. O schroniskach można zapomnieć. Mieliśmy mapę papierową, ale ciężko było się na niej połapać. Z pomocą przyszły dokładne mapy, które miałem na telefonie – aplikacja Locus MAP. Polecam. W internecie wyczytaliśmy, że trasa powinna zająć nam jeden dzień :D. Jednak nie było tak kolorowo. Pogoda i zarośnięty szlak znacznie spowalniał nasz marsz.

Lokalsi :)

Lokalsi 🙂

Dworzec w Siankach

Dworzec w Siankach

Pierwsi ludzie

Około 16 zobaczyliśmy rozbity namiot na trasie. Szybko okazało się, że to 2 polaków. Też mieli w planie zdobycie góry. Wiedzieliśmy, że nie ma szans na zdobycie szczytu tego dnia. Rozbiliśmy się koło nich. Padał deszcz, wszędzie było mokro. Rozpalenie ognia trwało godzinę. W nocy mróz. Rekin zabrał ze sobą namiot typu tipi – bo przecież w majówkę jest ciepło :D. Nie miał szans na przeżycie w nim tej nocy, spaliśmy we 2 u mnie. Rano po wyjściu z namiotu zastaliśmy szron na trawie. Szybkie przepakowanie i dalej w trasę. Dalej było gorzej :D. Masa błota, deszcz, śnieg ogólnie nieciekawie. Do szczytu mieliśmy jeszcze sporo kilometrów.

Ludzie z banku na integracji w górach

Szlak był kompletnie pusty, nie było nikogo oprócz dwójki polaków, których spotkaliśmy poprzedniego dnia. Jednak po jakimś czasie spotkaliśmy grupę Ukraińców. Można śmiało powiedzieć, że byli naszym ratunkiem bo przed nami była jeszcze masa drogi, pogoda była do bani, a my nie mieliśmy już za wiele prowiantu. Szybko się zintegrowaliśmy. Okazało się, że też zdobywają Pikuj w ramach wyjazdu integracyjnego :D. Mieli ze sobą wszystko, piły, garnki, kieliszki i hektolitry trunków :D. Początkowo chcieliśmy iść dalej sami żeby szybko zdobyć szczyt i wrócić do Lwowa, ale po krótkiej naradzie doszliśmy do wniosku, że to niemożliwe. Dołączyliśmy do ich wesołej ekipy.

Stare schronisko

Stare schronisko

Bagaże

Bagaże

Swojska Żubrówka

Swojska Żubrówka

Nasza prawie cała ekipa

Nasza prawie cała ekipa

Trasa pierwsza klasa :)

Trasa pierwsza klasa 🙂

 

2 noc

Po kilku godzinach marszu przyszedł czas na rozbicie obozu. Masa śniegu, ale trzeba było sobie radzić. Nasi towarzysze byli niesamowicie zorganizowani. Jedni polecieli po wodę z wiadrami do pobliskiego strumienia, inni już zaczęli ciąć drzewo na ognisko, a my zdążyliśmy zdjąć plecaki. Zmęczenie dawało się we znaki. Koło naszych namiotów były ruiny starego schroniska. Noc była niesamowicie zimna. Wyszliśmy z namiotu o 24 trochę się ogrzać przy ognisku. Przy okazji dostaliśmy trochę pysznego koniaku :). Nasi towarzysze nie odczuwali zmęczenia i zimna 🙂

Ostatnia prosta

Następnego dnia pogoda znacznie się polepszyła. Śnieg stopniał i w końcu słońce wyszło zza chmur. Jakość wędrówki znacznie się polepszyła. Ten dzień miałbyś dniem, w którym w końcu zdobędziemy górę :). Pogoda odsłoniła przed nami prawdziwe piękno rozpościerających się po horyzont połonin. Trasa była dość monotonna. Raz w górę raz w dół. W końcu naszym oczom pokazał się Pikuj. Zdobyliśmy go. 3 dni, słońce, deszcz, śnieg, mróz. ponad 30 km pokonane. Zejście ze szczytu trochę trwało, ale na samym dole radość umycia nóg w strumieniu nie miała końca :D.

Następnego dnia śniegu nie było już prawie widać

Następnego dnia śniegu nie było już prawie widać

Rozległe połoniny

Widoki były piękne

Widoki były piękne

Resztki śniegu

Resztki śniegu

W końcu można było coś zobaczyć oprócz mgły

W końcu można było coś zobaczyć oprócz mgły

Pikuj 1408 m. n. p. m.

Pikuj 1408 m. n. p. m.

Już na dole

Już na dole

Po zdobyciu szczytu zostaliśmy zaproszeni na wspólny powrót autobusem do Lwowa. Po drodze zajechaliśmy do restauracji – zjedliśmy po 3 obiady. Jedzenie było pyszne. Ukraińskie Karpaty są bardzo urokliwe, zwłaszcza tereny nizinne. Idealnie nadają się na mały wypoczynek – może już bez konieczności zdobywania góry w nieciekawych warunkach :). Dziękujemy naszym towarzyszom ukraińskim za pomoc i gościnę (mamy ze sobą kontakt do dzisiaj :)). Bez nich nie wiadomo jak to by się skończyło :). Mam nadzieję, że uda nam się jeszcze odwiedzić ukraińskie Karpaty.

Majówka 2017 – Ukraińskie Karpaty – Wyprawa na Pikuj
5 (100%) 2 votes
Share: