W części pierwszej opisaliśmy naszą podróż rowerową z Torunia do Zakopanego. W tym wpisie chcielibyśmy podzielić się z wami naszym pobytem w Tatrach, tuż po opuszczeniu  siodełka roweru.

A po rowerach Góry…

Po przyjeździe do Zakopanego zrobiliśmy sobie dzień odpoczynku – leżeliśmy, spaliśmy, jedliśmy i piliśmy. Nasz organizm musiał się porządnie zregenerować po takim dystansie. Kolejnego dnia planowałem już ruszyć w góry, Gosia chciała jeszcze odpoczywać. Miała problemy z kolanem.

Świnica

Postanowiłem sobie ambitny cel – Świnica 2301 m. p. m. Z racji tego, że w wyższych partiach gór jest śnieg, wypożyczyłem raki. O godzinie 9 rozpocząłem marsz z Kuźnic. Na Świnice chciałem iść  z Kasprowego Wierchu. Miałem do niego 6,4 km i potem jeszcze 3 km na szczyt Świnicy. Niestety tak się rozpędziłem, że minąłem skręt na Kasprowy i wylądowałem na Kondratowej Dolinie.

Widok na Kondratową Dolinę

Widok na Kondratową Dolinę

Wiedziałem, że trasa i czas mi się wydłuży… Po krótkim odpoczynku ruszyłem dalej. Szlak okazał się lepszy, ponieważ szedłem samymi graniami do Kasprowego – widoki były tego warte.

Szlak

Szlak

Po drodze na graniach spotkałem rodziców z dziećmi na plecach, którzy chodzili po graniach. Jak widać można, ale ja bym się bał takiej akcji. Kasprowy było widać z daleka, był to kawałek.

Widok na Kasprowy Wierch i Świnicę

Widok na Kasprowy Wierch i Świnicę

Po dotarciu na Kasprowy zjadłem obiad i ruszyłem w kierunku Świnicy. Była godzina 13.30.

Świnica z Kasprowego Wierchu

Świnica z Kasprowego Wierchu

Zastanawiałem się czy podjąć akcję zdobycia szczytu. Miałem małe obawy ponieważ nikt w tym kierunku nie szedł, byłem sam. Idę… idę…, coraz to wyżej. Zaczęło się robić stromo, z plecaka wyciągnąłem  raki i je założyłem. Widoki były przepiękne, ale świadomość tego, że można zlecieć w przepaść już nie taka piękna. Ok, jestem prawie przy szczycie. Patrzę na GPS i okazało się, że to jeszcze nie jest szczyt główny góry. Po drodze spotkałem jedną dziewczynę, która schodziła. Mówiła, że spieszy się na autobus do Krakowa i ma lęk wysokości, ale bardzo chciała wejść na Świnice – samemu, bez raków i z lękiem wysokości :D. Widziałem drugi szczyt. Szacowałem, że dojście do niego zajmie mi z pół godziny – myliłem się, szedłem jeszcze 1.5h. Po drodze spotkałem jeszcze dwie osoby, które powiedziały mi, że nie udało im się zdobyć szczytu, ponieważ jest zbyt dużo śniegu. Pomyślałem sobie – świetnie, bo i tak już nie miałem siły… Udało mi się dotrzeć w okolice wierzchołka i postanowiłem, że wystarczy. Po kliku łykach herbaty stwierdziłem, że zdejmę raki, zostawię plecak i wejdę po łańcuchach na szczyt. Udało się!

Świnica - szczyt, widok na Dolinę Pięciu Stawów Polskich

Świnica – szczyt, widok na Dolinę Pięciu Stawów Polskich

Selfie na szczycie

Selfie na szczycie

Widoki ze szczytu

Widoki ze szczytu

Topografia Świnicy, źródło: Wikipedia

Topografia Świnicy, źródło: Wikipedia

O godzinie 16.20 byłem na szczycie. Klika fotek, film, odpoczynek i w dół. Schodziłem powoli, tyłem mocno wbijając się w śnieg. Zszedłem do Murowańca, następnie do Kuźnic. O 18.30 byłem w domu. To była ciężka trasa…

Mapa całej trasy - Kuźnice, Dolina Kondratowa, Kasprowy Wierch, Świnica - 23km.

Mapa całej trasy – Kuźnice, Dolina Kondratowa, Kasprowy Wierch, Świnica – 23km.

Widok z drogi powrotnej

Widok z drogi powrotnej

W nocy strasznie bolały mnie nogi, rower i taka trasa – to dało się we znaki.

Rowerem do Doliny Chochołowskiej

Następnego dnia Gosia zaproponowała abyśmy pojechali na Dolinę Chochołowską – rowerami. Trasa była przyjemna, pogoda dopisywała. Wiał lekki wiatr i świeciło słońce. Dolina Chochołowska to jedyne miejsce w Tatrach, po którym można poruszać się rowerem. Przejechaliśmy ją całą, aż do schroniska.

Dolina Chochołowska

Dolina Chochołowska

Na miejscu postojowym ugotowaliśmy sobie budyń śmietankowy na kuchence turystycznej. Pobiwakowaliśmy, pojedliśmy i pojechaliśmy z powrotem. Wieczorem przyjechali nasi towarzysze z Torunia.

Budyń :)

Budyń 🙂

Widok z okna w schronisku.

Widok z okna w schronisku.

Dolina Pięciu Stawów Polskich

Kolejnego dnia z Martyną i Błażejem ruszyliśmy w kierunku Wodogrzmotów Mickiewicza. Przy Wodogrzmotach rozdzieliliśmy się. My udaliśmy się do Doliny Pięciu Stawów Polskich, a oni nad Morskie Oko. Szlaki raczej puste, mniej ludzi niż samą zimą :D. W okresie letnim jest otwarta trasa zielona do schroniska, więc mogliśmy przejść koło największego wodospadu w Tatrach – Siklawy. Wieczorem mieliśmy grilla, a następnego dnia wracaliśmy do domu. Wcześnie rano zabraliśmy rowery i pojechaliśmy autobusem do Krakowa, a następnie pociągiem do Torunia. To był długi wypad: 4 dni rowerem, plus 5 dni w Zakopanem. Zdecydowanie dostarczył nam dużo pozytywnych emocji i wypoczynku. Świetna przygoda bez konieczności wyjazdu za granicę. Bo kto powiedział, że u nas w Polsce nie ma co robić?

Ostatnia prosta.

Ostatnia prosta.

Wodospad Siklawa.

Wodospad Siklawa.

Nad stawem.

Nad stawem.

Kozi Wierch

 

Rowerem z Torunia do Zakopanego – cz. 2
Oceń wpis
Share: