Drugi rok z rzędu wybraliśmy się w lutym na wyprawę górską w Tatry Wysokie. Tym razem pojechaliśmy w cztery osoby. Nocleg, tak samo jak rok wcześniej zarezerwowaliśmy w schronisku położonym w Dolinie Pięciu Stawów Polskich (1671 m. n. p. m). Rezerwacji dokonaliśmy w listopadzie ubiegłego roku. Planowaliśmy spędzić w schronisku 5 dni.

Przygotowanie

Podejście do Doliny Pięciu Stawów

Zimowe warunki i ilość dni wymagały zabrania dość sporego ekwipunku. Oprócz podstawowego sprzętu zimowego (raki, czekan) zabraliśmy jeszcze sprzęt do gotowania i jedzenie. Każdy z nas miał plecak z 17 kg obciążeniem. Podejście z takim ciężarem nie było lekkie. Dojście z Palenicy Białczańskiej do Piątki zajęło nam 4 godziny (czas w sezonie letnim jest szacowany na 2 godz. 10 min). Rok temu wchodziliśmy 6 godzin 😀 – jest postęp. Należy pamiętać o tym, że wariant zimowy prowadzi czarnym szlakiem co oznacza dość strome podejście na samym końcu. Najgorszy etap w drodze do schroniska, ale do przejścia – bez plecaka cięższy spacerek, a z plecakiem trochę gorzej.

Ostatnie podejście

Życie w schronisku

Prysznic, kuchnia (wrzątek, zlew) muszą wystarczyć do egzystencji przez kilka dni. Uwierzcie, że gotowanie z gotowym już wrzątkiem trwa zdecydowanie krócej. Jednak wszelkie przybory kuchenne trzeba mieć ze sobą. Część jedzenia, którą przynieśliśmy z Zakopanego trzymaliśmy w związanym worku za oknem. Po trzech dniach od przybicia skradziono nam kuchenkę turystyczną, która stała w kuchni. Mimo tego, że w schronisku panuje miła atmosfera to można nawet tutaj doświadczyć takiej sytuacji…

Własnej roboty obiadek
Poniedziałek
Weekend 🙂

Przełęcz Krzyżne

Zdecydowanie nie polecamy tego wariantu zimą. Trochę nie do końca wiedzieliśmy na co się piszemy, czego efektem było zawrócenie w połowie drogi. Problemy zaczęły się przy Szerokim Żlebie Buczynowym, gdzie napotkaliśmy na zamarznięty wodospad pod cienką warstwą śniegu. Było bardzo ślisko, szliśmy bardzo bardzo wolno. Zawróciliśmy się.

Następnego dnia była bardzo kiepska pogoda, czekał nas długi dzień w schronisku. Wyszliśmy tylko na krótki „spacer” – pozdrawiamy Marcina M. :).

Pozdrawiamy Karolaka :).

Kozi Wierch – 2 291 m. n. p. m

Przy wyjściu na Kozi mieliśmy pogodę prawie że bezchmurną za to bardzo mocno wiał wiatr. Im wyżej tym wiatr był bardziej zdradliwy. Na trasie było bardzo dużo nawianego śniegu. Ludzie szli dwiema trasami, nie wiedzieliśmy która będzie lepsza, czuliśmy niepewność. Jedna z nich prowadziła żlebem, a druga „grzędą”. Żleb był bardzo lawiniasty, padło na grzędę. Na trasie było sporo ludzi. Część wchodziła, część schodziła. Część ze zdobytym szczytem. Część zawróciła przed wierzchołkiem z obawą osunięcia się śniegu. Było go w prawdzie dużo, chociaż był dość zmrożony. Szliśmy dalej. Na szczycie stanęliśmy o 12.30. Wejście zajęło nam około 3 godzin.

Panorama z Koziego

Nagła zmiana pogody przy zejściu

Szpiglasowa Przełęcz – 2 110 m. n. p. m

Na dworze mleko. Zastanawiamy się czy opłaca się wyjść gdziekolwiek. To był nasz ostatni dzień. O 12 wyszliśmy na Szpiglasową Przełęcz. Pusto, ale trasa przetorowana. Dobrze, że w nocy nie spadł śnieg. Zdążyliśmy wrócić przed zachodem słońca – pozdrowienia dla Rafała :).

Do zobaczenia na szlaku!

Małgosia i Łukasz

Share: